Z mrowiskiem unijnych biurowców Bruksela, widziana z góry, zasługuje na miano stolicy Europy. Na ziemi ten status można jednak łatwo podważyć. Niezależnie od tego czy na rondo Schuman’a, przy którym mieszczą się unijne instytucje, dojeżdża się samochodem, pociągiem czy metrem, na zwiedzających, często dyplomatów i przywódców państw, czeka ten sam, przerażający widok: „jak po wojnie”, celnie i krótko podsumowuje dziennikarz Radia Wolna Europa, Rikard Jozwiak. Stację metra w samym „sercu Europy” belgijscy budowlańcy naprawiają w swoim charakterystycznym tempie, dlatego remont trwa już ponad kilkanaście miesięcy. Dlatego ci unijni urzędnicy, którzy wyjeżdżając na wakacje mieli nadzieję, że po urlopie zastaną odnowioną europejską dzielnicę, grubo się pomylili. Choć część z nich do chaosu w Brukseli zdążyła się już przyzwyczaić : „To normalne, w końcu jesteśmy w Belgii - mówi mi Corenlius, pracownik unijnych instytucji z Danii i od razu przytacza swoją własna anegdotę: „niedawno przed moim domem zbudowano nową drogę, a potem firma telekomunikacyjna wykopała w świeżutko wylanym asfalcie dziury, żeby zainstalować swoje kable. Ale tu taka logika nikogo nie dziwi”.
Brukselska fuszerka frustruje
jednak coraz większą liczbę mieszkających tu obcokrajowców, zwłaszcza tych z północy Europy, przyzwyczajonych do życia według zasady „Ordnung muss sein”. Z
trudem trzymający nerwy na uwięzi europejscy, jakby nie było, dyplomaci, swoje
żale i skargi anonimowo wylewają na coraz to nowych stronach internetowych,
stworzonych właśnie w tym celu. Prowadzone przez David’a Helbich’a facebookowe konto
„Belgian Solutions” ma już ponad 6000 fanów. Jeszcze bardziej sarkastyczną stronę
„Things people in Brussels dont say” („O czym nie mówi się w Brukseli”), którą
stworzył irlandzki dyplomata, śledzi i komentuje ponad 10000 osób. Wyśmiewające
belgijski bałagan portale prześcigają się w publikacjach zdjęć i komentarzy na
temat tego, co „Belg potrafi”. I jak się okazuje, potrafi wiele...Na portalach obejrzeć można zdjęcia przedstawiające wystające z budynków i
zwisające nad ulicami kable i wtyczki elektryczne z niezdemontowanych
świątecznych dekoracji, zamurowane drzwi wejściowe, do których wciąż prowadzą
nierozebrane przy okazji schody, albo wykluczające się komunikaty drogowe,
mówiące o różnych godzinach dozwolonego parkowania (po niderlandzku do 14.30,
po francusku do 15.00).
Materiału jest wystarczająco dużo
by opublikować książkę, co autor „Belgian Solutions” zamierza zrobić już w
październiku. Najpierw czeka go jednak żmudna selekcja brukselskich absurdów,
bo jak się okazuje, drogowcy, architekci i budowlańcy w Belgii od lat, a nawet
wieków stawiają na pozbawione logiki i symetrii, za to twórcze i łatwe
rozwiązania. By się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się dokładnie elewacjom
brukselskiego ratusza pochodzącego z XV wieku. Jak głosi legenda, nieudolny
architekt sprzed sześciu wieków miał z powodu swojej niesymetrycznej budowli popełnić
samobójstwo...
Współcześni autorzy wykluczających się znaków drogowych, albo
przystanku Dinant/Cesear de Pape o dwóch zupełnie innych nazwach i ławce
zawieszonej na dwóch różnych wysokościach, swoją niechlujnie wykonaną pracą zupełnie
się nie przejmują. A Belgowie, na czające się na każdym kroku absurdalne rozwiązania,
już dawno przestali zwracać uwagę. Zapytana na przystanku o dwóch nazwach
mieszkanka Brukseli odpowiada mi, że „nigdy
nie zauważyła odmiennych nazw, ale jej to nie przeszkadza”. Pasażerka
metra, która przy mnie odczytuje komunikat, że „w związku z pracami remontowymi, by dostać się na jeden koniec
Brukseli, trzeba wziąć metro w przeciwnym kierunku” spokojnie odpowiada mi,
że „to belgijskie rozwiązania, tu tak już
jest i wszyscy zdążyli się przyzwyczaić”. W kraju, w którym mówi się trzema językami,
niepotrzebne komplikowanie pełnej absurdów rzeczywistości, może faktycznie nie
powinno dziwić. „Rozwinęliśmy w sobie zdolność
do śmiania się z samych siebie i zapewniania się, że nie warto się denerwować,
bo wszystko jakoś się ułoży” - tak belgijskie pobłażanie bałaganowi tłumaczy
Jean Michel Wael, dziekan socjologii na brukselskim uniwersytecie, który na co dzień zbiera piłkarskie
szaliki...
Do spartaczonych robót drogowych
i nigdy niekończących się remontów w Belgii przyzwyczaili się niestety również belgijscy
politycy. Dlatego radna, odpowiedzialna za budynki publiczne w Brukseli, Karine
Lalieux tłumaczy mi z uśmiechem na ustach: „Belgia
to mały kraj i mały naród, dlatego Belgom takie rzeczy nie przeszkadzają,
choć inne narody, które mają większe
mniemanie o sobie pewnie by się na nie oburzały”. Może taka reakcja innych nacji jest jednak pod
tym względem jak bardziej normalna i zrozumiała, zwłaszcza, że to w Brukseli powstają wyśrubowane
unijne przepisy do walki z nieładem w europejskich stolicach. Unijnymi
standardami Bruksela rzadko się jednak przejmuje, a chyba powinna, bo jest w końcu wizytówką Europy.
"Belgian Solutions", ©David Helbich
Brussels’ mess…
With
hundreds of EU buildings Brussels seen from the sky deserves to be called the
EU’s capital..but on the ground, one can easily question this status. It
doesn’t matter if you get to Schuman roundabout, where all the EU institutions
are placed, by car, train or metro, to see “the
post war landscape” as it sums up the correspondent of Radio ‘Free Europe”
Rikard Jozwiak. The metro station in the centre of EU quarter is being
renovated for over a year now as the Belgian renovation teams don’t like to
hurry…Hence, the eurocrats who leaving for holidays this summer were hoping to
come back to finally “repaired Brussels”, were one more time mistaken. (Un)fortunately
some of them, who live here long enough, have already become used to Brussels
chaos and nothing surprise them anymore here. Cornelius, EU worker from Denmark
who I met at Schuman roundabout says “this is very normal, it is Belgium”-
and he quickly adds a recent anecdote from his life in Brussels: “ they have build a new road in front of my
house recently, the roadmen first put a brand new road, and after few days
telecommunication company arrived and dogged a hole in it to put cables, but
here no one is surprised with such a logic” .
However, mess in Brussels frustrates more and
more foreigners who live here, especially the ones who come from the northern
part of the continent and are used to the rule that “Ordnung muss sein”.
Diplomats who can no more stand the Brussels’ botch are turning to special
web-sites and portals where they can anonymously complain or simply laugh at
what they call “Belgian solutions”. The facebook account called exactly that
“Belgian solution”, run by a German artists David Helbich is already followed
by over 6000 people, although its author explains that he himself finds absurds
in Brussels very creative and often beautiful. “It is art in its way, not everyone could be able to solve problems like
the Belgian do, sometimes in a very artistic manner”.
Even more ironic site, called “Things that
People in Brussels don’t Say”, created by an Irish diplomat has over 10.000 followers.
Few times per day both web- sites are publishing photos showing funny, stupid
and chaotic solutions to everyday problems of life in Brussels.
Sites followers then comment and laugh at
cables and electric plugs left over from Christmas decorations still hanging
over the streets and building in the middle of summer. One of the most popular photos
show the stairs leading to nowhere as they were left like that after builders bricked
up the doors of the building or a picture of road signs which say in French
language that parking is only allowed till 14.00 but in Dutch language that it
is actually allowed till 14.30.
In fact there are so many pictures and stories
already showed and commented that the author of “Belgian solutions” is
publishing a book with all the material gathered so far in October this year.
At the moment he faces a big challenge of
selecting the funniest situations and objects found in Brussels. It is a big
job indeed as the roadmen, architects and builders in Belgium not only throughout
the years but throughout the whole centuries, were choosing creative and easy
rather than practical and esthetic solutions. It is enough to look at the XV
century City Hall of Brussels and its asymmetrical elevations to find out the
Belgian tendency in construction sector. According to the legend, after
founding out his mistake, six centuries ago, the architect responsible for the asymmetrical
city hall committed suicide.
Present day authors of Belgian chaos, such as
for example a bus stop with two completely different names (Dinant/Cesear de Pape) and a bench put up at two totally different heights, don’t care about the
hash they make of their job. And Belgians citizens stopped to noticed the botch,
present all over them. A Belgian woman stopped by me on a famous bus stop says “It’s the first time I see that in fact this
bus stop has two different names, but it doesn’t bother me, in Belgium there
are many things like that”. A metro passenger caught by me studying
the advice given to travelers, that has
no sense, reads out the non-logical communicate with patience “due to the works in metro, in order to go to
one site of Brussels, passengers are advised to take the metro in the opposite
direction”. She then shrugs her shoulders and tells me: “it is like that in Belgium, you just need
to accept it”.
All in all, in the country where 3 languages
are spoken, maybe this is the way to live as the reality is being unnecessarily
complicated at every step of one’s life here. “We have developed a special ability to laugh at ourselves and ensure
each other that everything will be fine, that it is no point to get nervous as
everything will be sorted somehow” – explains me Jean Michel Wael, dean of
Sociology Department at Universite Libre de Bruxelles, himself a big fan of
soccer, with hundreds of football scarves filling up his university office…
Unfortunately the botch and mess stopped to
surprise or frustrate the Belgian politicians too. Brussels councilor, responsible
for public propriety, Karine Lalieux explains me: “we are only a small nation that’s way Belgians are not bothered about
it, although other big nations who think highly about themselves would probably
make a big fuss because of it”.
Maybe the citizens of other countries who work
and live here, using the infrastructure and paying for it a lot of money, could
actually expect better living conditions. Especially as it is here, in Brussels
when all the strict European rules and laws are created to fight with the mess
in European capitals. However, Brussels itself don’t care about EU standards
much, and it should because it is not
only known as a capital of Belgium, but
also as a capital and visiting card of Europe.
No comments:
Post a Comment