Friday, March 28, 2014

Euro-sankcje zakładnikami Eurowyborów...

   Ani dwudniowe rozmowy 28 przywódców UE na ostatnim szczycie, ani płomienne przemówienia   Prezydenta Stanów Zjednoczonych wygłoszone w Hadze i w Brukseli nie przekonały niechętnych karaniu Rosji w Europie do zmiany zdania. Gdy Barack Obama kończył wczoraj swoją wizytę na Starym Kontynencie, szef Siemens'a pozował w Moskwie do zdjęć z Putinem, zapewniając, że rząd w Berlinie wie o jego wizycie w Rosji. Angela Merkel doskonale zdaje sobie sprawę pewnie nie tylko z biznesowych podróży Joe Kaesser'a, ale również z ponad 2 mld obrotów Siemensa w Rosji i tysiącach Niemców, którzy dzięki temu mają pracę. Z tych samych powodów Prezydent Francji wciąż nie zdecydował o przerwaniu opiewających na ponad 1,2 mld euro kontraktów na okręty wojenne dla Rosji, bo przy budowie "Mistrali" pracują tysiące Francuzów.
   Utrata miejsc pracy i wpędzenie kraju w kłopoty gospodarcze "niepotrzebnymi" sankcjami dla Rosji, to argumenty, którymi francuska opozycja chce nie tylko wygrać wybory samorządowe (w kilku regionach już wygrała), ale także Eurowybory. Ukraińsko-rosyjski kryzys w tych ostatnich wykorzystują zresztą w Europie wszyscy. Z tym, że każdy, na najlepiej odpowiadający swojemu elektoratowi sposób. Austriacki eurodeputowany i szef frakcji socjalistów w Parlamencie Europejskim, Hannes Swoboda tłumaczy: "Jeśli zaczniemy wojnę gospodarczą z Rosją, to większość naszych wyborców uzna, że zwariowaliśmy i to przez nasze decyzje oni stracą pracę albo będą marznęli w zimie". Swoboda "zapomina" skonkludować, że zapowiedź wojny gospodarczej z Rosją odebrałaby również jemu szanse na re-elekcję. Europejscy politycy w Niemczech czy Francji z anty-rosyjskimi sloganami na ustach mogliby przegrać nie tylko wybory samorządowe, ale również ciepłe posady w Parlamencie  Europejskim. Te same, o które politycy nad Wisłą walczą właśnie wymachując Rosji przed nosem przysłowiową szabelką i pielgrzymkami na Majdan. To, co przemawia do polskich wyborców i kilku naszych sąsiadów, w pozostałych unijnych państwach odstrasza jednak elektorat. "Nasza wrażliwość jest bardzo różna od wrażliwości w wielu krajach, dlatego odbiór tej całej sytuacji, a zwłaszcza następstw sankcji gospodarczych, może być bardzo różny w różnych krajach", potwierdza polski komisarz Janusz Lewandowski.
   Dlatego przynajmniej do Eurowyborów pod koniec maja, Putin może pozostawać bezkarny bez względu na to, co wpadnie mu do głowy, bo europejskich polityków będzie zajmować tylko walka o stołki w Brukseli. A potem, gdy już na nich wygodnie zasiądą, problemy na "dalekiej", wschodniej granicy UE mogą interesować ich jeszcze mniej. Tym bardziej, że wielu z nich będzie  musiało spłacić wyborczy dług zaciągnięty u swoich oficjalnych i nieoficjalnych sponsorów...


video

                                                      Szczyt UE w Brukseli, 20-21.03.2014



video
                                           
                                                Szczyt Nuklearny w Hadze, 24-25.03.2014



Euro-sanctions kept hostage of Euro-elections...

   Neither a two day talks of 28 leaders at the last EU summit, nor the breathtaking speeches of the President of United States in Hague and in Brussels this week, have convinced the opposers of further sanctions for Russia in Europe, to change their mind. When Barack Obama was finishing his visit in Europe yesterday, the director of Siemens was posing with Putin in Moscow, reassuring everyone that his  government in Berlin knows about his visit in Russia. Angela Merkel is most probably aware not only about Joe Kaesser's business trips, but what Siemens' 2 bln euro turnover in Russia and thousands of German electors who thanks to that have jobs. For the same reasons, the French President has also still not withdrawn worth some 1,2 bln euro contracts for military vessels for Russia. As Francois Hollands knows that such decision could not only lead to  significant economic and job losses, but also, what is probably even more important to him, loss of power in both forthcoming elections in France: local and european ones.
   The potential disastrous effects of "irresponsible" sanctions on Russia, have become the campaign slogans of opposition in France and other european countries. Austrian MEP and head of socialists in the European Parliament confirms that with no hesitation: "If we start economic war with Russia now, our electors will think that we are crazy and it is because of us that they loose their job or freeze in winter". Swoboda forgets to add that anti-russia campaign could also cost him his own chair in the European Parliament and hundreds of other MEPs across the EU likewise, with few exemptions of Polish politicians and its Eastern-European colleagues, who on the contrary can only win the Euro-elections, if they show their readiness to go for war with Russia... Despite significant differences in the content, the crisis in Ukraine remains the core of campaign in euro-elections and its role may unfortunately finish just there. The differences in the way "russian-ukrainina crisis" is being used in euro-campaign, come from "different sensitivities in different countries...that's why the assessment of such actions and in particular their economic consequences, can also differ a lot amongs states", confirms Polish commissioner, Janusz Lewandowski.
   One is certain, Putin can probably do whatever he wants, at least till the Euro-elections at the end of May, as the only thing that will be of interest to European politicians  till then will be their future seats in Brussels. And as soon as they get them, they may become even more reluctant to solve problems on the EU's "far", Eastern border. Especially, as many of them will also probably have to pay their campaign debts, owed to their official and unofficial sponsors...



Wednesday, March 5, 2014

Unia Europejska pręży muskuły gospodarcze...


   Unia Europejska chce przekazać Ukrainie w ciągu kolejnych 6 lat 11 mld euro wsparcia. Na jutrzejszym szczycie właśnie tak hojna, jeśli nie hojniejsza, bo europejscy przywódcy mogą też zgłosić chęć wsparcia Ukrainy z własnych budżetów,  pomoc dla Kijowa najpewniej zaakceptuje unijna "28". Coś, o czym wciąż skupiona na dogaszaniu pożaru finansowego na Południu kontynentu Europa do niedawna nie chciała nawet słyszeć, po rosyjskich strzałach na Krymie, stało się jak najbardziej zrozumiałe. Bruksela nie tylko chce przekazać nowym władzom w Kijowie prawie 15 mld dolarów wsparcia, czyli dokładnie tyle samo, ile Ukrainie obiecał Putin, zanim "Majdan" obalił jego sprzymierzeńca, ale również pomóc w takiej przebudowie gazociągów, by w razie zakręcenia rosyjskiego kurka, do kraju gaz mógł popłynąć z Unii (gaz rosyjski, ale odsprzedany przez Słowację, Polskę czy Niemcy). Zazwyczaj stojąca na straży swojego największego, jednolitego rynku na świecie   (liczącego 500 mln konsumentów), Bruksela już dziś chce też jednostronnie znieść cła na ukraińskie towary przemysłowe i rolne, przymykając oczy na płynące z tego milionowe straty dla swoich członków.  

   Przerażonej masową imigracją Europie nagle nie straszny stał się nawet możliwy masowy napływ obywateli z ponad 46 milionowego kraju. W Brukseli już oficjalnie i bez strachu przed atakami nacjonalistów mówi się o konieczności rozpoczęcia procesu znoszenia wiz dla Ukraińców. Unijne kraje wreszcie pomimo początkowych wątpliwości, postanowiły też, że nie odpuszczą tym, którzy doprowadzili do rozlewu krwi na Ukrainie i sprzeniewierzyli państwowy majątek. Wspólnota Europejska zamroziła dziś pieniądze 18 przedstawicielom przed-Majdanowej władzy, zgromadzone w europejskich bankach. Listę osób, którym Unia odcięła dostęp do oszczędności na europejskich kontach otwiera Wiktor Janukowycz.

  W odpowiedzi na militarne prężenie muskułów Rosji, Europa pręży dziś swoje, gospodarcze muskuły. Rosja nie powinna ich ignorować, bo nawet jeśli korzyści z wymiany handlowej z Rosją czerpią również europejscy biznesmeni, to to właśnie UE, a nie Rosja jest największą gospodarką na świecie. A przykład naszego, polskiego podwórka pokazuje, że unijne miliardy są w Europie XXI wieku skuteczniejsze, niż zastępy wojsk. 25 lat temu z tej zasady zaczęła korzystać Polska, gdy porozumienia z EWG, uruchomiły miliony na restrukturyzację gospodarki z programu PHARE.    Władzom w Kijowie korzystanie z unijnej pomocy, z wielu oczywistych powodów, Putin może dużo bardziej utrudniać, ale nie przekreślajmy jej znaczenia. Unia Europejska wreszcie zdecydowała się pomóc Ukrainie, najlepszą i jedyną zbroją, jaką ma do dyspozycji: pieniędzmi, otwartymi granicami i demokratycznymi wartościami. 



                                               Apele Ukraińców wreszcie słyszalne w Brukseli?